(Nie)prosto na Północ
W stronę niezachodzącego słońca
05.07.2025 - 05.07.2025
25 °C
Zobacz
Skandynawia 2025
Kawki4's na mapie.
Przygotowania do wyjazdu trwają już jakiś czas...zaczynamy zawsze od decyzji "gdzie" i "kiedy". Decyzja zawsze przypieczętowana jest zakupem przewodnika. Takiego klasyczego, książkowego przewodnika po kraju/ regionie do ktorego jedziemy. Potem studiowanie, co i jak. Logistyka dojazdu. No i najtrudniejsze...eliminacja miejsc, z których trzeba zrezygnować, bo wszystkiego przecież zobaczyć się nie da...
W tym roku jedziemy biwakowo. Nie jest to nasz pierwszy wyjazd biwakowy, ale...Dzieci porosły, więc nasz mały namiociek już wszystkich nie pomieści. Część sprzętu jest raczej na biwak stacjonarny...część już mocno zużyta. Więc kompletowaliśmy sprzęt, sprawdzaliśmy załadunek, baaa! Pojechalismy nawet na biwak próbny!


W przeddzień wyjazdu wszystko przygotowane i wszystko spakowane w dostępnej przestrzeni.

I wkoncu wybija godzina zero! Pobudka w środku nocy...albo i bez pobudki, w każdym razie gdzieś między pierwszą a drugą w nocy, w całkowitej ciemności, wrzuciliśmy do auta ostatnie tobołki, zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy drogą A1 w kierunku półocnym. Po 40 minutach połączyliśmy siły z seniorami i rozpoczęliśmy swoją skandynawską przygodę.
Prosto na północ, ale nie prosto na trasę, bo najpierw trzeba było zabezpieczyć wakacje dla pozostałej części rodziny i zaciągnąć na naszą mazurską miejscówkę motorówkę.

Słońce, jak to latem, przywitało nas wcześnie. I dobrze, bo przez kilka następnych dni stopniowo będziemy się adaptować do tego, że dzień będzie przez moment naszej wędrówki jedyną porą dnia. Dzisiejszy wschód był za to przepiękny nie tylko dzięki słońcu, obrazkowym chmurkami czy zmieniającemu kolory niebu, ale głównie dzięki baloniarzowi, który zaplanował na dziś lot tuż nad drogą!

Do Miłomłyna dotarliśmy na tyle wcześnie, że wydawało się co najmniej niegrzeczne wpraszać się do gospodarzy w porze śniadania. Zatrzymaliśmy się więc na ostatnim dostępnym parkingu i sprawdziliśmy, czy spakowaliśmy się w sposób umożliwiający przygotowanie posiłku bez większego wysiłku...tak!!! Stolik, krzesła, herbatka, kawka...śniadanko w wersji parkingowej zaliczone bez wpadki! (No może nie licząc rozstrzelonych po całym parkingu czereśniowych pestek, które doskonale sprawdziły się w roli pocisków).


Chwilą odpoczynku u gospodarzy (zaliczona kawa i ciacho), rzut oka na nasze jeziorko
(I jak co roku możemy rozmyślać o tym, "co też ten gospodarz na tej polance wymyślił???") i w końcu ruszamy w trasę, tą, która już bez objazdów doprowadzi nas tam, gdzie słońce nie wschodzi i nie zachodzi...

Kilometr za kilometrem, godzina za godziną, w zgodnym tandemie 
przekroczyliśmy granicę Polski.
Litwa. Zielona, lekko pochmurna, sielska. 
W samym sercu kraju, nad Niemnem, zatrzymaliśmy się na nasz pierwszy nocleg. Godzina nam uciekła, z 17-stej zrobiła się 18-sta. Na kampingu szybko rozbiliśmy nasz mini-obóz pośród biwakowiczów z całej Europy - na tym nie tak znów dużym polu kempingowym w Kownie naliczyłam 11 różnych narodowości!

Po kolacji i formalnym rozpoczęciu wakacji od toastu, panowie kierowcy poszliśmy spać, a panie poszły na piżamowy spacer nad Niemnem (tudzież jeziorem Kaunas, co po litewsku oznacza jezioro Kowno).

W końcu jednak baterie wyczerpały się u wszystkich. W trasie byliśmy ponad 14 godzin, zrobilismy ponad 880 kilometrów, wszystko na oparach snu. Czas na zasłużony odpoczynek!

Wysłane przez Kawki4 19:51 Kategoria Litwa Komentarze (4)

































































































































